Krótkie i męczące rozprawianie o wierze

15-01-2010 – 14:50

Wróciwszy do siebie zastałem totalny nieład . Nie mogłem tego tak zostawić.  W każdej chwili przecież ktoś mógłby mnie odwiedzić . Postanowiłem więc coś z tym fantem zrobić. Wziąłem się za większe porządki. Brudy posegregowałem i wrzuciłem do kosza na pranie, odkurzyłem i schowałem pościele. Puszki po coli i opakowanie po pizzy również  się walały po podłodze, więc zostały sprzątnięte.  Po upływie godziny, oczywiście niecałej w pokoju wyglądało przyzwoicie, a nie jak w chlewie . Po uczynieniu porządków puściłem sobie Panterę bodajże. Jak miło .  Wizytę w domu, w którym pokój wynajmowałem złożyli świadkowie Jehowy. Za ścianą zaczęła się  gorliwa  próba przekonania do swoich racji. Naprawdę  właściciel  domu, w którym przyszło mi egzystować, czynnie działający w parafii katolik  ma  niezwykle  słabe  nerwy. W końcu wyszedłem z pokoju do wc.  Kobieta, która przybyła głosić prawdę o jedynym prawdziwym Jahwe zwróciła się w pewnym momencie do mnie .  Pytała mi się czy mówi mi coś Jahwe. Odrzekłem, iż tak, mówi. Pan Bazyl , bo tak brzmi godność właściciela domu spojrzał na mnie gniewnie.  Ona zaś zaczynała swoją prelekcję . Nie chciałem wdawać się w żadne takie dyskusję. Read More »